Afrykarium & Wrocław



Tak jak na zdjęciu powyżej, staliśmy w takim krajobrazie przez półtorej godziny i właśnie takie buraki jak pan srebrny zmieniali pas by szybciej dojechać i wbić się przed kogoś bardziej z przodu... Kulturalny Wrocław, dlatego rzadko tam jeździmy. W ogóle nie przewidzieliśmy, że w niedzielę inni także mogą wpaść na pomysł odwiedzenia afrykarium. Wpadliśmy i my. Tego dnia poszerzyłam swój słownik wyzwisk i bluzgów, co pomogło wyładować mi nieźle piętrzącą się frustrację na to że zatwardzenie na drodze nie przechodzi, że mam dżinsowe legginsy w gorący dzień i że zaczynają robić mi się baseny pod pachami. Miał być romantyczny dzień, a zaczął się właśnie w takiej kulturalnej atmosferze. 

Tego dnia, były też pokazy sztuki ulicznej na wrocławskim rynku, na których nie mogło nas zabraknąć. Z obczajki zrobiłam małą fotorelację, którą zobaczycie pod spodem. Ludziska tańcowali, wyginali się, robili sobie jaja i w ogóle takie bajery można było zobaczyć ;) Nie zabrakło także mydlanych baniek, które prezentują się za każdym razem niesamowicie. 
































Było miło, nawet wstapiliśmy do niezłej knajpki, po czym ciężko było się poruszać. Jest jedna sprawa. Na rynku znajduje się ciekawa restauracja, w której nie można było niestety zjeść, ale napić się alko jak najbardziej. Przed nią znajdowały  się leżaki do chilloutu, a obsługa ... no właśnie.  Czarnoskórzy, wysportowani kolesie, którzy także śpiewali i tańczyli z przechodniami i klientami. Nieźle brzmi? Narzeczony obiecał mi tam nocne szaleństwo między wizytami w klubach :p Trzymam go za słowo i czekam na ten dzień hehe 

Afrykarium - mała fotorelacja

To niezły szał, każdy się jara i jedzie robić sobie sweet focie. Pojechalam i zobaczyłam duży budynek z ładnym oczkiem wodnym wysypanym kamyczkami. Spodobało mi się. Tym bardziej malowidła na tym budynku były ciekawe. W środku trochę ciasno i duszno. Dużo akwariów, a w nich cudownie skomponowane koralowce,  skałki  itd. Rybcie także były niczego sobie. Były też tereny zielone i piękny wodospad wpadający do wody, w której znajdowały się milusińskie hipopotamy (przytulały się do siebie). Kwiaty także były,  ale mogłoby być ich więcej, tak samo jak miejsc tj. ten wodospad. W środku obiekt nie wydawał się aż tak duży,  czy drugi raz pójdę,  raczej nie... Dla dorosłych nie ma tyle atrakcji, jak dla dzieci, które cieszą się każdą drobnokstka i co trochę mogłyby chodzić w takie miejsca. Było fajnie, ale to tak jak park z dinozaurami w moim mieście.  Raz poszłam i wystarczy. Gdybym miała potomstwo byłabym zdecydowanie częściej.  






























Polecam to miejsce, jeżeli nie byliście nie siedźcie przed tv w wolny dzień, tylko wyruszajcie w drogę. Nie radze wybierać weekendów, bo wbijecie  się w takie zatwardzenie na drodze jak i my. 

Kasia


Share this:

ABOUT THE AUTHOR

Hello We are OddThemes, Our name came from the fact that we are UNIQUE. We specialize in designing premium looking fully customizable highly responsive blogger templates. We at OddThemes do carry a philosophy that: Nothing Is Impossible

2 komentarze:

  1. A ja nic nie wiedziałam :p a to miejsce nazywa się Afrykarium :p

    OdpowiedzUsuń