Jak to w melinie szukałam pracy


Nie wiem czy to jest powszechnie wiadome, ale rozglądam się za jakąś lepszą pracą. W między czasie kręcenia suflaka i krojenia gyrosa wchodzę na czerwonego laptopa mamy. Szukam i szukam co nie jest łatwe. Wszystko za o wiele mniejsza kwotę niż mam teraz, co nie jest zbytnio pokrzepiające, bo już sama nie wiem która opcja jest lepsza.


Któregoś dnia natrafiłam na ofertę pracy, jak się później okazało zwykłego stażu (ze znakiem zapytania w możliwości dalszego zatrudnienia) w jakiejś tam windykacyjnej firmie. Pomyślałam, że super w końcu coś ciekawego, więc czym prędzej zmieniłam klauzulę zgody na przetwarzanie moich danych i wpisałam adres firmy do mojego wspaniałego listu motywacyjnego. Po tygodniu zadzwoniła miła Pani, aby zaprosić mnie na przemiłą rozmowę kwalifikacyjną.


W dzień mego sprawdzenia sił, grzało niemiłosiernie, więc trzęsło mną na samą myśl, że perfekcyjne kreski wymalowane eyelinerem na powiece mogą się rozmazać... Na szczęście nic takiego się nie stało i to nie było moim głównym problemem tego dnia. Odpicowana ruszyłam z ojcem nie wiadomo gdzie. Moje oczekiwania były chyba za wysokie, gdyż spodziewałam się schludnego budynku w minimalistycznym, a zarazem przyjemnym wystroju. Niestety moje oczy dojrzały adres na bardzo starym i obskurnym bloku miejskim, do którego od czasu do czasu zapewne zaglądają menele w celu umilenia swej egzystencji tanim winem na niepilnowanej klatce schodowej. Odchyliłam drzwi wejściowe z nieukrywanym obrzydzeniem załapania syfilizmu i wtoczyłam się do windy mając nadzieję, że jednak się zatnie w połowie drogi, co się niestety nie stało. Gdy jej drzwi się otworzyły na progu czekała już na rozmowę jedna para. Rozglądnęłam się w oczekiwaniu napotkania w końcu jakiejkolwiek informacji o istnieniu firmy, jednak nic z tych rzeczy nie miało miejsca.


Biedny kandydat (chłopaczek w wieku... raczej młodszym od mojego) miał przemoczone czoło jak i pachy. Zrobiło mi się go szkoda, a zarazem byłam jednak zdziwiona czego, że w ogóle zależy mu na pracy w miejscu przypominającym dziuplę pedofila. Byłam ostatnia w kolejce. Drzwi otworzyła mi przeurocza blondynka, z którą chyba miałam przyjemność rozmawiać przez telefon. Od drzwi zrobiłam ok 3 kroki i znalazłam się w drugim pomieszczeniu przy oknie. Nie musiałam przynajmniej się nachodzić. W małej klitce siedziały 4 osoby ocierające się o siebie łokciami podczas pracy, ja byłam osobą piątą z miną typu "co ja tu robię". Przywitało mnie następnie dwóch blondynów, z których tylko jeden grubaśny wyrywał się do rozmowy, a drugi chciał wyczytać moją przyszłość z oczu. Gdy mówił, Pan rozgadany, miał przeważnie dumnie uniesioną głowę uwydatniając przy tym trzęsący się drugi podbródek. Moja mina z twarzy chyba nie znikała. Pytali, o pierdoły typu dlaczego mam bloga, jak powiększyć usta itd. itd. Co mnie bardzo znudziło, więc moja ruda natura domagała się wyjścia na zewnątrz. "Może chciałby Pan zmienić logo firmy na bardziej nowoczesne, gdyż wygląda jakby zostało zrobione w programie Word", tak oznajmiając kiwnęłam łepetyną w stronę wydrukowanych liter na plebsie umieszczonej na ścianie. Przypomniały mi się tym samym czasy podstawówki gdy robiłam gazetki szkolne na tablicach w klasach, po prostu przypinałam do nich różne ozdoby świąteczne, wierszyki i właśnie takie tytuły używając niekiedy owej czcionki co w logu tej firmy.


Pan się trochę zaczerwienił. Trochę zagulgotał jak indyk. Powiedział, że to on sam zrobił i to w wordzie, dodając również że zarobił na logu kupe hajsu. Spytał mnie wtedy czy puma, adidas także powinni zmienić swoje loga. Pan swoją kreatywność porównał do takich właśnie marek. W tym momencie całkowicie przekonałam się, że to nie miejsce dla mnie. Nagle telefon mi zawibrował, raz drugi, w końcu go wyłączyłam, gdyż to cholernie nie profesjonalne przychodzić z włączoną komórą. Wkurzył mnie sam fakt, że to mój ojciec za mną wydzwaniał, bo truchlał ze strachu i nie wiedział co się ze mną dzieje w tej pedofilskiej miejscówie. gdy wyszłam on już czekał pod drzwiami. W dodatku mama też zatelefonowała czy jakiś cygan mnie nie porwał, bo w melinach pracy szukam a ojciec nie wie co robić.


Wracając do domu cieszyłam się, że ten dzień dobiega końca. Jedna przygoda, ale zbyt intensywna.


Szukam dalej.
Kasia

Share this:

ABOUT THE AUTHOR

Hello We are OddThemes, Our name came from the fact that we are UNIQUE. We specialize in designing premium looking fully customizable highly responsive blogger templates. We at OddThemes do carry a philosophy that: Nothing Is Impossible

1 komentarze:

  1. no cóż bywa i tak, poza tym praca w windykacji nie jest przyjemna, chociaż można tam zarobić, zależy jeszcze do czego byłabyś tam wykorzystywana, w ogóle to jakiej pracy szukasz?

    OdpowiedzUsuń