Kwiaty od faceta


Na początku posta muszę przyznać się, do tego że nie jestem jedną z tych dziewczyn, które kilkanaście razy w roku dostają kwiaty i prezenty od faceta. Ostanie kwiaty, które dostałam były od tajemniczego wielbiciela, które przywiózł mi Pan taksówkarz do miejsca pracy wraz z liścikiem zawierającym numer telefonu owego Pana rodem z telenoweli brazylijskiej. Jak wyglądał i kim był nadal nie wiem. Wole wyobrażać go sobie jako Don Huana z Brazylii, niż typowego polskiego chłopaka do wzięcia. Na tym przygoda się zakończyła. Gest jednak miły i dość romantyczny jak na moje dotychczasowe poczynania. 

W poprzednim związku, co któryś dzień koleś witał mnie z różą w dłoni. Przymknijmy oko na fakt, że jego mama prowadziła kwiaciarnię. Kwiatki jednak były. Szczerze mówiąc przyzwyczajona byłam do nich i później nie robiły one na mnie wielkiego wrażenia. Stały się czymś w rodzaju sprzedania buziaka ciotce Klementynie na urodzinach babci. Rzecz jednak nie w tym. Kwiatek był, tak jak być powinno i każda by się cieszyła na ową sytuację. Jednak stało się to takim standardem, który przestał mnie cieszyć. Jak się później okazało miało to odwrócić moją uwagę od skoków w bok tego Pana kolesia. Whatever. 

Najgorsze kwiaty jednak dostawałyśmy od kolegów z klasy na dzień kobiet. Przynajmniej tak zauważyłam. Dostawałyśmy jakieś oklapnięte tulipany lub cienkie jak nitka róże. W owych czasach nie przepadałam za tym dniem, gdyż mama mnie uczyła, iż prezentów się nie wyrzuca, z tego też względu musiałam się z takim oklapniętym badylem bujać większą część dnia po szkole jak i drodze do domu. Nie lubię oklapniętych rzeczy. Dosłownie i w każdej postaci :)

Co do kwiatów dostaję je raczej raz w roku na walentynki. To co dostajemy rzadko, wzbudza w nas więcej pozytywnych emocji. Lubie to. Chociaż i tak suszę głowę narzeczonemu "dlaczego tak rzadko???". Prezenty na różne okoliczności, które to ich wymagają zawsze są. Zawsze się też ich spodziewam, ale czy nie fajniejsze są te które dostajemy bez okazji?? Lubie miłe niespodzianki. Lubię być rozpieszczana jak to jedynaczka. Nie każdy jednak facet wpada na takie pomysły. Często pocieszam się jednak faktem, że mój luby jest inny niż poprzedni i to jest dla mnie dobre. Nie chcę prezentów, które mają na celu odwrócenie mojej uwagi od innych spraw. 

Czasami bezokazyjne dary sama wymuszam, mówiąc że mam zły dzień i czuje się niekochana, dlatego chciałabym jakiś miły gest z jego strony dla lepszego samopoczucia. Zdarza się to jednak tak rzadko jak walentynkowe kwiaty. Wiecie co? Mimo to lubię te jego okazyjne obdarowywanie mnie, bo zawsze kupi mi to co od dłuższego czasu mi się podoba. Gadamy o różnych rzeczach i zawsze wie co przykuwa moja uwagę. 

Nie chcę codziennie czegoś dostawać bo mi się to znudzi i już nie będzie niespodzianką, tylko standardem. Kwiatki raz w roku mogłyby się jednak rozmnożyć do liczy 5. Nie muszą być to wielkie bukiety chwalących się panienek z instagramu, ale nawet symboliczne 3 różyczki lub inne kwiatki nawet te zerwane z łąki. To miłe. Nie musi być kosztowne. 

By mieć zawsze jakieś kwiaty w wazonie kupiłam sztuczne. Bukiet jest, chociaż widzę je każdego dnia w tej samej postaci. Kobiety lubią kwiaty, co tu ukrywać, to chyba oczywiste. Z drugiej jednak strony faceci są z innej planety co utrudnia im wpadnięcie na tak oczywiste oczywistości. 

Wcale, że nie pisze tego posta, żeby zobaczył go mój luby. Nic z tych rzeczy. 


Kasia




Share this:

ABOUT THE AUTHOR

Hello We are OddThemes, Our name came from the fact that we are UNIQUE. We specialize in designing premium looking fully customizable highly responsive blogger templates. We at OddThemes do carry a philosophy that: Nothing Is Impossible

3 komentarze:

  1. Białe róże są piękne ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja kwiaty dostaję tylko na urodziny, walentynki i inne tego typu święta. Chciałoby się częściej, niestety mężczyźni nie są romantykami i trzeba im to wybaczyć ;)

    OdpowiedzUsuń